You are currently viewing Rzym, patos i nieznośna naiwność
Photo by @book.natki

Rzym, patos i nieznośna naiwność

W ramach włoskich wakacji, postanowiłam nadrobić włoską literaturę i sięgnęłam po „Ostatnie lato w mieście” Gianfranca Calligaricha. Wszystko idealnie się składało – trzydziestoletni bohater w kryzysie egzystencjalnym, mediolańczyk, miłośnik literatury. Czy mogłam wybrać lepszą lekturę na miesiąc, w którym przypadały moje 35 urodziny? 

Powieść Calligaricha to towarzyszenie młodemu mężczyźnie w próbie bycia wyjątkowym. I choć powieść powstała na początku lat 70. ubiegłego wieku, to mam poczucie, że rozterki i próby podejmowane przez Leo (główny bohater) nie zestarzały się, a wręcz pięknie obrazują rozczarowanie millenialsów dorosłością. 

Główny bohater z rodzinnego Mediolanu przeprowadza się do Rzymu. Tam zaznaje wszelkich uciech życia. Jego życie zamienia się w niekończącą się zabawę. Prowadzi niekończące się dyskusje filozoficzno-literackie. Czasami pojawia się w redakcji, żeby odebrać wierszówkę i opłacić czynsz. Spotyka piękną kobietę, a ich romans to kadry z Nowej Fali kina francuskiego. 

Jednak coś zaczyna zaburzać spokój głównego bohatera. Pojawia się książkowy kryzys egzystencjalny trzydziestolatka. Niekończące się dyskusje akademickie zaczynają go irytować, dostrzega ich bezsens. W towarzyskiej cyganerii dostrzega powierzchowność, a alkohol okazuje się cichym wrogiem. 

Książka wydaje się być idealnym wyborem na podróż pociągiem i leniwe popołudnie na kocu. Jednak jest w niej tyle naiwności, patosu i sztucznego sentymentu, że momentami odczuwałam zażenowanie. To, co jednoznacznie spowodowało moją szarą niechęć, to zakończenie. Dawno nie przeczytałam czegoś tak nadmuchanego i kabotyńskiego. Chciałabym wierzyć, że to jest ironia. 

Odpowiadając na pytanie – czy mogłam wybrać lepszą lekturę na miesiąc przypadający w moje urodziny? Zdecydowanie tak!